#1 2008-01-21 11:05:40

koniaraewa

Administrator

Zarejestrowany: 2008-01-21
Posty: 53
Punktów :   

o ''gniadym''

"Gniady"

Byłradosnym i rozbrykanym źrebięciem. Nazywano go "Gniady", z powodujegobrązowej, jedwabistej maści. Mieszkał ze swoją mamą u dobregogospodarzana mazurskiej wsi. Wstawał skoro świy i wybiegał napastwisko pełnesoczystej trawy. Tam beztrosko hasał całymi dniami:galopował, kłusowałi skakał tak wysoko, aż wydawało mu się, że dosięgachmur. Rżał iparskał wtedy radośnie, demnstrując swoją zwinność imłodość. Ani sięteż Gniady spostrzegł, kiedy wyrósł na pięknego iodważnego konia.
-No,kochanieńki, wstawaj!- usłyszał pewnego dnia wesoły głosswegogospodarza.- Pojedziesz do wielkiej stadniny, hen, hen, daleko!Kto wie,może kiedyś wystartujesz w wyścigach?
Gniademu było lekko naduszy. Wciągnął przez młode nozdrzarześkie powietrze. Zaraz też przyswoim boku poczuł ciepły, matczynyoddech.
- Mamo, mamo kochana!-prychnął radośnie i otarł się ufnie o jejbok. W taki bowiem sposóbokazywali sobie miłosć. Tym razem matka nieodpowiedziała podobnymgestem. Położyła za to swój ciężki łeb nasynowskim grzbiecie, a z jejsmutnych oczu potoczyły się wielkie łzy. Wnowym domu Gniady dostałwygodną zagrodę, wiadro owsa i smakowitąmarchew. Potem przyszedł doniego człowiek, pachnący świeżą trawą.
-Będę twoim nowym panem-powiedział przymilnie i pogłaskał koniapo łbie. A do siebie mruknął zzadowoleniem:- Piękny ogier. Będą zniego pienążki...
Tak Gniadywkroczył w swe dorosłe, pracowite życie. Trenowałniezmordowanie odświtu do zmierzchu: galopował, aż ziemiarozpryskiwała się na boki,skakał przez przeszkody i jeżdził wzaprzęgach. Zdobywał najwyższemedale, startując w zawodachjeżdzieckich. Jakże go wszyscy wtedykochali! Były przyjacielskiepoklepywania, były chrupiące jabłka icukier. I tak mijały lata,wypełnione ciężką pracą i krótkotrwałymiradościami. Niestety siłyzaczęły Gniadego opuszczać. Coraz bardziejbolały nogi i poranione- odczęstych uderzeń jeżdżców - boki. Nadeszładwudziesta wiosna w życiutego nizwykłego konia. Po raz kolejnywystawiono go do wyscigów.Popędził Gniady, ile sił w nogach, gdy tylkousłyszł sygnałrozpoczynający zawody. Jednak tym razem rychło zaczeliwyprzedzać gorywale. Koń tracił siły. Na jego, czole, szyi i łopatkachwystąpiłgoracy, rzęsisty pot. "Prędzej!", "prędzej!"- wykrzykiwałczłowiek.Zaraz też na swoich obolałych bokach Gniady poczuł razystraszliwegobata. Grudki błota rozbryzgujące się spod pędzących przednim końskichkopyt, zaczęły godzić go w pysk. Przybiegł ostatni.
Nazajutrzzostał zaprowadzony do ciemnej, cuchnącej komurki, zdala od resztystada. Każdego ranka słyszał głosy innych koni, radośniewybiegającychna wiosenne pastwisko. Prychał wtedy i kopytem trącałfurtę od swojegowięzienia, ale nikt się nim nie interesował. Rzadkoodwiedzał go tylkostajenny, litościwie wydzielając garstkę siana.Wkrótce nastało lato. Nadworze pyszniła się zieloną soczysta trawa, apo drzewami gniły jadłka.Koń marzył o tym raju. Śnił o rześkichpodmuchach wiatru, promykachsłońca i odrobinie swobody. Nade wszystkopragnął jednak uczuciaczłowieka: dotyku jego ciepłej dłoni ikrzepiącego słowa. Zarżał więcGniady radośnie, kiedy pewnego dniaprzyszedł do niego pan.
-Nastąpsię, stary!- warknął ostro i uważnie przyjrzał się zębomkonia. Chwyciłgo mocno za grzywę i wszadził między żebra swoją grubądłoń.
-Tenogier nadaje się tylko do rzeżni!- padł z jego uststraszliewy wyrok.Zwierzę zamarło z przerażenia. Nie wierzyło, że pan,któremu wierniesłużyło przez cały swój żywot, chce posłać je naśmierć. Gniadegosprzedano. Wieczorem przyjechał po niego grubyrzeźnik. Koń zachwiał sięna sfatygowanych nogach, kiedy wyprowadzanogo z komórki. Bronił sięwchodząc do przyczepy, którą miał pojechać dorzeżni: wierzgał kopytamii rzucał łbem na wszystkie strony. Zdzielonogo wtedy metalowym drągiem.Gniady aż zatoczył sie z bólu, a jego oczynabiegły krwią. W głowiekonia kołatały się wkółko splątane myśli:"Człowiek to ból. Człowiek tośmierć". Pragnął, aby szybko zakończyłosie jego ciepienie. Zemdlał zbólu i wyczerpania.
"Czy to już? Czy to raj?"- podniósł powoliciężki łeb, ocknąwszysię z zamroczenia. Przed jego oczami rozciągałysię zielone łąki ipożółkłe, rozległe pastwiska. Na horyzoncie widniałaściana sosnowegolasu. Naraz do uszu Gniadego dotarło radosne,przyjacielskie rżenie. Woddali ujrzał swoich braci, beztroskowypasających się na tym bezmiarzewolności: jedne konie skubały trawę,inne tarzały sie na rozgrzanymsłońcem sianie, a na uboczu, z dala odtowarzyszy, malutki, chwiejącysię na cienkich nóżkach konik, chłeptałłapczywie mleko swojej mamy."Wolność!" " Wolność!"- podpowiedziałGniademu instynkt. A jego obolałąszyję objęły mocno jakieś troskliwe,ludzkie ramiona.
-Biedny, biedny ty mój mizerniaku- usłyszałłagodny głos przyswoim uchu.-Nie bój się, malutki. Kochamy cię, wiesz?Zostaniesz tutajz nami do końca swojego życia.

Smutne, ale prawdziwe...

Offline

 

#2 2008-01-28 18:35:01

szczupaczyca__13

Nowy użytkownik

Zarejestrowany: 2008-01-28
Posty: 5
Punktów :   

Re: o ''gniadym''

Nononononon super........kto to napisał????

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
urzonbzenia do gry pou www.tapetynafona.pun.pl jak pokonać devil jina w tekken 5 Jaki akumlator najlepszy 1.9 TDI czyszczenie silnika krokowego vw akl